.
{...}Albo nie umiesz, albo życie tak sprawiło, że o bólu nic nie powiesz, i ukryjesz wszystko, nawet miłość,Słowa wyrwane z kontekstu piosenki, słowa, na których chciałoby się poprzestać. Bo choćby użyć tysiąc słów, choćby przejrzeć cały ich katalog, to i tak nie oddadzą tego, czym jest ból, ten ból.
Daj zdrowie moim bliskim, dla mnie tylko trochę siły,
Może trochę mniej poczucia winy {...}
Chyba powinnam w tym miejscu nadmienić, że każdy ból jest odczuciem subiektywnym, i jest nim wszystko to, co człowiek nim nazywa, bez względu na to, jakie są obiektywne objawy z nim związane.
A jakie są objawy mojego bólu? Rozpacz? Smutek? Opłakiwanie? Żal? Tęsknota?
Czy można je nazwać obiektywnymi? Albo objawami? Może, raczej źródłem bólu...
Nie wiem. Ale wiem jedno, że ból jest największy wtedy, kiedy boli calutkie serce i zdawać by się mogło, że zaraz przez to można umrzeć, i w dodatku nikomu nie można zdradzić tego sekretu. Ten ból sprawia, że nie chce się ruszyć ani ręką, ani nogą, ani nawet przekręcić głowy na poduszce...
Był dzień, jeden z wielu, przesycony tym bólem do granic wytrzymałości.
W skłębionej pościeli wilgotnej od łez, skłębiona ja, ograbiona ze wszystkiego, oszukana, napiętnowana, naznaczona śmiercią... W tym dniu, niemy dotychczas, krzyk przestał być niemy, bo serce pękało, bo obręcz na gardle zacieśniała się, jakby niewidzialna ręka dokręcała śrubkę. W histerycznym zawodzeniu wykrzyczałam Temu u góry, wprost do ucha:
Oddaj mi Go! Słyszysz?
Niech On wróci!
Ty cholerny oszołomie! Jak mogłeś mi to zrobić?
Dlaczego On? Dlaczego nie ja???
Spraw, proszę, aby to był tylko zły sen!
Powiedz, że obudzę się z tego koszmarnego snu i będzie jak dawniej!
Proszę....Proszę....Proszę....
Dziś już wiem, że nie będzie, nigdy już nie będzie tak jak dawniej, od dawna już to wiem, ale wtedy, w tej histerycznej psychodramie....Musiałam spróbować....
Równie dobrze mogłabym zaklinać ocean, aby zamienił się w żyzną glebę, Alpy, aby zrównałay się z ziemią, gwiazdy, aby spadły do moich stóp.
„... w życiu trzeba swoje odpłakać. Nie ma cudów. Ale to jest pożyteczne i zawsze przynosi ulgę. (...) tylko śmierć stawia nas przed problemem nie do rozwiązania. Cała reszta daje się jakoś opanować.”Ale mimo tego, trzeba wstać, trzeba iść....
Trzeba ogarnąć całe te zgliszcza, trzeba żyć, skoro samo życie od nas tego wymaga.
Zgliszcza? Ktoś, kiedyś powiedział; ...Coś się kończy, by na zgliszczach nowe zakiełkowało...
???
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz