poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Życie to chwilka

        Tęsknię i nie przestanę,
        Nic mej tęsknoty nie utnie.
        Nie wrócisz synku, tam czekasz
        A czas się dłuży okrutnie.

        Ale przyjdę, już  wkrótce,
        Dla Ciebie to tylko chwilka.
        Jeszcze miłość muszę rozdać
        I przytuleń szczypt kilka.

        Muszę zadbać o pamięć...
        Me wspomnienia wyśpiewać,
        Małemu, gdy urośnie,
        Wujka muszę dać poznać.

        I w spojrzeniu Twych braci
        Iskrę poszukam znajomą,
        Będę śmiać się i płakać,
        Razem z nimi i z Tobą.

        A gdy już przyjdę wreszcie, 
        Ty czekaj na mnie w bramie, 
        Znów mnie weźmiesz na ręce...
        Tak bardzo za tym tęsknię.

         A ja Ci oddam wszystko, 
         Czego dać nie zdążyłam, 
         I powiem co do słowa, 
         Co w sercu zawsze kryłam.

         I nie skończy nam się czas,
         nie umknie nam jak chwilka,
         Bo wieczność znów złączy nas,
         Niedługo, za chwil kilka. 
         
  

środa, 3 sierpnia 2011

B - jak ból

.

{...}Albo nie umiesz, albo życie tak sprawiło, że o bólu nic nie powiesz, i ukryjesz wszystko, nawet miłość,
Daj zdrowie moim bliskim, dla mnie tylko trochę siły,
Może trochę mniej poczucia winy {...}
Słowa wyrwane z kontekstu piosenki, słowa,  na których chciałoby się poprzestać. Bo choćby użyć tysiąc słów, choćby przejrzeć cały ich katalog, to i tak nie oddadzą tego, czym jest ból, ten ból.
Chyba powinnam w tym miejscu nadmienić, że  każdy ból jest odczuciem subiektywnym, i jest nim wszystko to, co człowiek nim nazywa, bez względu na to, jakie są obiektywne objawy z nim związane.
A jakie są objawy mojego bólu?  Rozpacz? Smutek? Opłakiwanie? Żal? Tęsknota?
Czy można je nazwać obiektywnymi? Albo objawami? Może, raczej źródłem bólu... 

Nie wiem. Ale wiem jedno, że ból jest największy wtedy, kiedy boli  calutkie serce i zdawać by się  mogło, że zaraz przez to można  umrzeć, i w dodatku nikomu nie można zdradzić tego sekretu. Ten ból sprawia, że nie chce się ruszyć ani ręką, ani nogą, ani nawet przekręcić głowy na poduszce...
Był dzień, jeden z wielu, przesycony tym bólem do granic wytrzymałości.   
W skłębionej  pościeli wilgotnej od łez, skłębiona ja, ograbiona ze wszystkiego, oszukana, napiętnowana, naznaczona śmiercią... W tym dniu, niemy dotychczas, krzyk przestał być niemy, bo serce pękało, bo obręcz na gardle  zacieśniała się, jakby niewidzialna ręka dokręcała śrubkę. W histerycznym zawodzeniu wykrzyczałam Temu u góry, wprost do ucha: 
Oddaj mi Go!  Słyszysz?  
Niech On wróci! 
Ty cholerny oszołomie! Jak mogłeś mi to zrobić? 
Dlaczego On? Dlaczego nie ja??? 
Spraw, proszę, aby to był tylko zły sen!
Powiedz, że obudzę się z tego koszmarnego snu i będzie jak dawniej!
Proszę....Proszę....Proszę....
Dziś już wiem, że nie będzie, nigdy już nie będzie tak jak dawniej, od dawna już to wiem, ale wtedy, w tej histerycznej  psychodramie....Musiałam spróbować....
Równie dobrze  mogłabym zaklinać ocean, aby zamienił się w żyzną glebę, Alpy, aby zrównałay się z ziemią, gwiazdy, aby spadły do moich stóp.
„... w życiu trzeba swoje odpłakać. Nie ma cudów. Ale to jest pożyteczne i zawsze przynosi ulgę. (...) tylko śmierć stawia nas przed problemem nie do rozwiązania. Cała reszta daje się jakoś opanować.”  
 Ale mimo tego, trzeba wstać, trzeba iść....
Trzeba ogarnąć całe te zgliszcza, trzeba żyć, skoro samo życie  od nas tego wymaga.  
Zgliszcza?  Ktoś, kiedyś powiedział; ...Coś się kończy, by na zgliszczach nowe zakiełkowało...
???  

 

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

dziś wczoraj jutro


TU I TAM

Każdego dnia opuszczam zasłonę milczenia.
Każdego dnia czerpię siłę z kamienia.
I utwardzam swe serce, nie pamiętam duszy,
I łzom mym każę czekać, na deszcz,
Aż do burzy.

Zamknęłam w sercu ból, ukryłam też tęsknotę,
Wspomnienia rozwiesiłam, w plastrach, na spiekotę
I Kamienny parawan ustawiłam z rosą,
I oblałam go wokół,
wirtualną fosą


I stwardnieją mi łzy, stwardnieją mi marzenia,
I skłębią się myśli w rozpaczy istnienia.
Świat wymiary stare straci i będzie jak mur,
I w niebyt zapragnę uciec,
Aż do kresu chmur.

środa, 20 lipca 2011

A - jak anioł

-Nie czekaj, bo nie przyjdzie...
-Kto? Co?...Kto tu jeest?
-To tylko ja....Twoja towarzyszka...duchowa. Twoje drugie  Ja.
-Ale.....
-Żadne ale, po prostu jestem tu z Tobą, nie jesteś sama... Bowiem, człowiek najmniej jest sobą, jeśli mówi w swoim imieniu...
-Znaczy się....... zwariowałam?
-Nie, nie! Jeszcze nie! Ale spróbujemy temu zaradzić...Słuchaj, jest noc, nie śpisz, godzinami siedzisz  w odrętwieniu  nic nie robiąc, potem otwierasz  dachowe okno wprost na zachmurzone  niebo,  w dodatku w myślach nazywając go... niemieckim i, o zgrozo, wypatrujesz pomiędzy chmurami... Anioła.
-.......
- No, dobra, pogadajmy o Aniołach. Każdy z nas, jako dziecko o Nich słyszał, niestety o ile jako dzieci byliśmy pewni w swej naiwności, że są obok nas, o tyle  jako dorośli nie mamy już tej pewności.Teraz jednak, w  sytuacji w jakiej się znajdujemy, wracamy, mimo woli, do dawnewj wiary w Aniołów i do opieki jaka może być nad  nad nami sprawowana. 
Podobno Aniołowie przez cały czas czuwają nad nami i natychmiast odpowiadają na nasze prośby i wezwania. Każdy z nas ma swojego Anioła Stróża, który jest przydzielony każdemu z nas, jako podstawowy, niewidzialny i cichy obrońca, pomocnik i przewodnik; ale większość Aniołów to,  zwykli pomocnicy, służący jako wsparcie dla Anioła Stróża, gdy poprosimy o taką pomoc. Prosimy o pomoc w trudnych momentach naszego życia, nawet ci, którzy w Nie nie wierzą, lub Ich nie wzywają,otrzymują pomoc, bowiem One odbierają naszą energię i  wiedząc jak zaradzić sytuacji, w której się znaleźliśmy... 
- A więc to Ty jesteś-  jak rozumiem - wolnym agentem, a raczej agentką Anioła przybyłą na ratunek?  I zostaniesz ze mną?  Nazwę Cię.... Aniela, podoba Ci się?
-Nie, nie jestem wysłannikiem Anioła, ale tak, zostanę z Tobą, a imię, może być...
-Zaraz, zaraz....Co Ty bredzisz  o energii, o  pomocy, o zaradzeniu sytuacji  przez wyrobników  Anioła Stróża...???  Same bzdety..... Bo gdzie był Anioł Stróż i cały zastęp Jego pomocników 17 października 2010r ?  Gdzie byli wszyscy w ten  niedzielny poranek, kiedy mój syn wróciwszy z kościoła, po spowiedzi, w dniu, w którym miał stanąć przed ołtarzem, jako ojciec chrzestny swojego bratanka, wsiadł do samochodu, a po pięciu minutach leżał przygnieciony ciężarem tegoż samochodu?  Pytam, gdzie byli wszyscy?  Nie znalazł się ani jeden, który w Jemu tylko znany sposób, sprawiłby, żeby mój synek zapiął pasy,  żeby nie uderzył  w to ogrodzenie,  żeby nie wypadł z tego cholernego samochodu, żeby nie przygniotła Go ta kupa żelastwa !!!?
A potem ? Dwadzieścia dni na oddziale intensywnej terapii, gdzie moje dziecko umierało nie odzyskawszy  przytomności, nie znalazł się żaden z Nich aby zaradzić sytuacji ? Przynajmniej w pierwszych dniach, kiedy nie było tak beznadziejnie, bo operacja się udała, wewnętrznie wszystko się stabilizowało, nie było jeszcze tak dużego obrzęku mózgu, który doprowadza do śmierci. Czy wtedy też sytuacja była za trudna dla anielskich mocy??
A wtedy, kiedy w kilku kościołach odbywały się msze św,  z modlitwami różańcowymi włącznie, gdzie setki ludzi i młodzieży modliło się o powrót do zdrowia mojego synka, też nie było nikogo  z "anielskich siłaczy "?  Przecież Im do Boga bliżej niż ludziom.... Skoro spartaczyli  swoją robotę, powinni się modlić do Boga, do wszystkich świętych, zrobić wszystko aby naprawić swoje zaniedbanie... Czy Aniołowie  w ogóle się modlą?   
-Dużo pytań, dużo goryczy i oskarżeń....
Twoim zadaniem, to Aniołowie ponoszą całą odpowiedzialność za Jego śmierć, tak?  
- .....
-Powiem Ci coś jeszcze  na ten temat, o czym nie dawno przeczytałam.... O wiele więcej istnień ludzkich zakończyłoby żywot na tej ziemi znacznie wcześniej, gdyby nie obecność Aniołów, czuwających nad nimi.
Istnieje bowiem coś, na zasadzie lekcji, które mają służyć rozwojowi naszej istoty, naszej egzystencji na ziemi, i na które zgodziliśmy się przed inkarnacją. Wówczas Aniołowie nie mogą interweniować, nawet jeśli miało by się to skończyć dla nas tragicznie,
- Inkarnacjaaa? To słowo nie kojarzy mi się z niczym innym, jak tylko z hinduizmem, buddyzmem i Tybetem... 
-  Inkarnacja, to nic innego jak wcielenie... Duszy w ciało. W religii katolickiej, również funkcjonuje dogmat o inkarnacji...
- Czyli...? Mam rozumieć, że dusza  mojego synka, zanim znalazła się w  Jego ciele, a potem jako jedność w moim łonie, wyraziła zgodę na tak wczesną , tragiczną śmierć, w ramach jakichś nauk dla rozwoju naszego istnienia?  Zgodziła się być przykładem, jednym z milionów? Dlaczego? 
- Hmm,  kto to wie? Są rzeczy  na ziemi i w niebie, o których się nawet filozofom nie śniło....
Abstrahując, zapytam; czy słyszałaś kiedykolwiek o "Chórach Anielskich"? 
-Tak, głównie w poezji można się natknąć na coś tak abstrakcyjngo...
- Wiele osób słyszało, i mówią, że rzeczywiście,  emitują kojące i łagodne melodie, które na poziomie duszy, leczą nasze złamane Serca.  Aniołowie nie mają  skrzydeł, choć ludzie tak właśnie Je sobie wyobrażają, a w sytuacjach, które zagrażają życiu, mogą ujrzeć Anioła wraz ze skrzydłami,  gdyż nasze przekonania mają olbrzymi potencjał twórczy.  
-Myślisz, że tuż przed wypadkiem, mój syn odczuł taką energię? Że widział Anioła? Że był świadom, że nadszedł czas, aby spełnił się Boski plan, na który, jak twierdzisz, sam wyraził zgodę?
-Nie wiem. Tego,zapewne nie dowiemy się nigdy. Ale jest coś co określa się jako znaki...
- Poczekaj, poczekaj! Przypomniało mi się coś, co jakis czas temu napisała mi Anita, mam nadzieję, że nie pogniewa się, że przeczytam Ci ten fragment:
"...On tak planował, mówił że za dwa lata chce miec dziewczynkę, kłócił się z moją mamą gdzie będzie stało łóżeczko, mówił że nie puści mnie na studia bez ślubu, że na razie, dopóki nie będzie miał stałej pracy zamieszkamy u mnie, chciał iśc do szkoły.. ze wszystkim tak bardzo się spieszył.. tak jakby czuł.. W sobotę przed tym wypadkiem był taki niespokojny, nie dało się z Nim porozmawiac bo co chwilę tracił wątek, nie pozwolił mi nawet zrobic herbaty, kazał mi siedziec ze sobą w pokoju. nie chciał jechac do domu.
W piątek byłam w Krakowie u tego bioenergoterapeuty, a on kiedy tylko mnie zobaczył, powiedział mi, że nie trzeba się smucic, nawet nie zdązylam mu powiedziec co się stało.. powiedzial ze on już wiedzial jak Przemka zobaczyl, że niedługo będziemy się musieli pożegnac, bo anioł śmierci nad nim czuwał, miał nad głową jakiś biały płomień.. podobno jak poprzednio rozmawiał z moją mamą przez telefon, to coś mu powiedziało, że my nie będziemy razem. mówił, że jak człowiek ma się narodzic, sam wybiera sobie rodziców i rodzinę w której się urodzi i widzi całe swoje życie, nawet to, jak umrze, sam się na to godzi, a im bardziej cierpi na ziemi tym bardziej będzie szczęsliwy u góry. a śmierc w młodym wieku jest czesto blogoslawienstwem. nie wiem ile w tym prawdy, ale jakos musze to sobie tłumaczyc..."

Przecież tu właśnie jest o tej inkarnacji, o zgodzie na takie a nie inne życie.
Pisze, że dzień wcześniej był jakiś niespokojny, jakby przeczuwał, jakby wiedział... Natomiast ja, tego niedzielnego ranka, odniosłam zgoła inne wrażenie. Był oazą spokoju, jak nigdy, spodziewałam się lekkigo zdenerwowania, czy pośpiechu w tak ważnym dniu. Nie miałam czasu zastanawiać się nad tym, po prostu wzięłam to za dobry znak Jego dojrzałości, powrotu z kościoła... I
cieszyłam się, że wszystko tak dobrze się układa, tak jak powinno być.
- No więc, sama widzisz, ale ja nie skończyłam o tych znakach...
W trudnych momentach życiowych, Aniołowie komunikują się z nami, już na bardziej konkretnym poziomie za pośrednictwem znaków. które powtarzają się, są niezwykłe, często mają osobiste znaczenie. Nigdy nie interweniują w życie bez naszej zgody i nigdy nie działają wbrew naszej wolnej woli. Jesteśmy tutaj po to, aby się uczyć i duchowo rozwijać - służą temu zarówno dobre, jak i trudne doświadczenia. Przychodzimy na świat z bagażem lekcji do przerobienia. Od tego, jaki jest ten bagaż zależy nasze życie.  Są również sny, które...
- O! Właśnie! Chciałabym znów posłużyć się fragmentami  maili od Anity, bo z nikim innym tak wiele nie rozmawiałam o moim synku, jak z Nią, i nikt inny tak dobrze Go nie znał, jak Ona.
"...Pisze Pani również, że żałuje, że nie przewidziała tego co się stało.. Myślę, że nie da się takich rzeczy przewidzieć. To chyba było już tam u góry dawno zapisane, przecież kilka dni przed wypadkiem śniła Mu się siostra, bardzo wyraźnie, kazała Mu iść za sobą. Śniłam Mu się kilkakrotnie ja w sukni ślubnej, taki był zadowolony, a to ponoć znaczy, że ślubu nie będzie. Wiem, że nie wierzy Pani w takie rzeczy, ja wierzę..." 
"...Skoro Bóg tak chciał to pozostaje jedynie się z tym pogodzić, i mówię to nawet mimo tego, że sama tego zdania nie rozumiem, bo nie umiem się pogodzić i nigdy nie będę umiała. Zastanawiam się tylko, dlaczego pozwolił nam się poznać. Chociaz oboje od samego początku mieliśmy wrażenie jakbyśmy już się kiedyś znali i to nie byle jak. Wcześniej się nad tym nie zastanawiałam, zwykle to on mówił, że czasem o tym myśli, bo zdarzały się dziwne sytuacje, od samego początku z resztą zachowywaliśmy się jakbyśmy znali się od lat, a przecież takie rozeznanie w czyimś zachowaniu wymaga czasu. Nie chcę teraz o tym mówić, bo znowu zacznę wspominać i ten list się nie skończy :) Ale musze powiedzieć, że doskonale pamiętam ten dziwny impuls (nie wiem jak to inaczej nazwać) kiedy pierwszy raz go zobaczyłam. Poczułam naprawdę jakbym go znała i jakbym na to spotkanie czekała przez cały czas, a z drugiej strony taki dziwny smutek, jakby żal, strach gdzieś w środku. Nie umiem tego opisać, ale zawsze, kiedy on jechał do domu i wiedziałam, że będzie te 15 km dalej czułam jakiś niepokój związany z brakiem Jego osoby i on mówił to samo, a przecież teoretycznie nie było powodu żeby się bać bo wszystko było ok. Nigdy z nikim wcześniej mi się takie coś nie zdarzało. Może to dziwne, może głupie. Sama tego nie rozumiem...." 
A co sadzisz o tym?
-Reinkarnacja?  Wybacz, ale tego tematu nie podejmę. I nie pytaj, dlaczego?
Natomiast, co do znaków, to sama widzidzisz, że ich nie brakowało.
-A pamiętasz różaniec, który zawisł na - do połowy podniesionych- wycieraczkach?
W jaki sposób znalazł się na zewnątrz, zawsze był zawieszony w Jego samochodzie, zawsze mu towarzyszył... Wypadł razem z Nim  i nikt nie odważył się Go zdjąć. Dopiero ja, po trzech dniach, gdy przywieziono auto z parkingu policyjnego,  ciągle tam wisiał, zdjęłam Go i zatrzymałam dla Niego...
-Anioły....
-Ojjj.... Przestań już z tymi Aniołami!!!  Jedyny Anioł, o którym chce mówić, i w którego wierzę, jest mój syn. 
Śliczny  aniołek - tak mówili o Nim, gdy był małym chłopcem. Uśmiechniety aniołek, z długimi blond włoskami, wręcz anielskimi, z taką zadziornością i śmiałością w błękitnym spojrzeniu. Gdy pierwszy raz obcięłam Mu włoski, mały pukiel, zapakowałam w małą kopertkę, napisałam na niej; Włosy Przemusia lat 2 i schowałam do albumu na zdjęcia. Nie dużo brakło, aby ten kosmyk trafił do kosza na śmieci, kiedy pewnego dnia, całkiem nie dawno, Przemuś go zobaczył i oburzony powiedział:
-Mamo, oszalałaś? Po co ty to trzymasz? Wyrzuć to! 
I chciał to zrobić, ale nie pozwoliłam, i dzięki Bogu, bo teraz mam cząstkę Jego Samego, cząstkę, której nie zakryła betonowa płyta grobu i zostanie ze mną do końca moich dni.
-Czy nie uważasz, że w tym też był jakiś znak? Dlaczego nigdy nie przyszło mi do głowy zachować włosów najstarszego albo najmłodszego z synów? Przecież im  też obcinałam włosy...  Słuchaj, Anielu, a moożee... Może powinnam to zrobić? Teraz, póki nie jest za późno....Kto wie, co Bóg trzyma jeszcze dla mnie w zanadrzu? Skoro zabrał mi Martynkę, zanim zdążyła spojrzeć na mnie spod tych długich, czarnych rzęs, skoro zabrał mi dorosłego syna, przed którym było całe, pełne miłości, piekne życie, więc co stoi na przeszkodzie aby posunął się dalej w Swej zachłanności?
- Nie mów tak! Nie wolno Ci tak myśleć!
-Może nie wolno, może nie powinnam...
Boże, przepraszam.
Boże, proszę, nie zabieraj mi tej reszty.
Nie zabieraj mi tego, co trzyma mnie przy życiu. 
 


 
  

 
 

piątek, 6 maja 2011

Człowiek, dopóty nie dba o groby, dopóki nie złoży w nich cząstki samego siebie




     Jeśli pocałunek byłby kroplą deszczu, wysłałabym Ci deszcz. Jeśli przytulenie byłoby sekundą, wysłałabym Ci godzinę, i jeśli miłość byłaby człowiekiem, wysłałabym Ci siebie...